Dworzec Łódź Fabryczna miał być symbolem nowoczesności, architektoniczną perłą w sercu Polski i dumą Nowego Centrum Łodzi. Tymczasem dla pasażerów oraz
pracowników stacji każdy większy deszcz staje się zapowiedzią dobrze znanego, frustrującego scenariusza. Gdy nad miastem przechodzi ulewa, podziemny kompleks zamienia się w tor przeszkód pełen wiader, rozstawionych tabliczek ostrzegawczych i prowizorycznych zabezpieczeń.
Jak to możliwe, że jedna z najdroższych inwestycji kolejowych w kraju wciąż przegrywa walkę z opadami atmosferycznymi?
Kronika cieknącego sufitu
Problem nie jest nowy, co tylko potęguje irytację łodzian i podróżnych. Praktycznie od samego otwarcia obiektu w grudniu 2016 roku, media regularnie obiegają zdjęcia i nagrania przedstawiające wodę kapiącą – a momentami wręcz lejącą się strumieniami – z imponującego, przeszklonego dachu.
Woda znajduje ujście w różnych miejscach:
W halach głównych: w pobliżu kas biletowych i punktów usługowych.
Na parkingach podziemnych: gdzie kałuże utrudniają życie kierowcom.
Bezpośrednio nad peronami: co stwarza realne niebezpieczeństwo dla oczekujących na pociąg.
Głos pasażerów: „To jest absurd. Płacimy miliony za ultranowoczesny dworzec, a w środku musimy rozkładać parasole. Najgorsze, że ten problem wraca jak bumerang przy każdej większej burzy” – komentuje jeden z podróżnych spotkanych na peronie.
Gdzie leży przyczyna?
Wielu ekspertów wskazuje, że problem tkwi w skomplikowanej konstrukcji dachu oraz błędach wykonawczych bądź projektowych związanych z dylatacją i odprowadzaniem wody. Ogromna powierzchnia szklano-stalowej konstrukcji wymaga idealnego uszczelnienia. Przy gwałtownych ulewach i nagłym naporze mas wody, systemy odpływowe po prostu nie nadążają z jej przyjmowaniem, a nieszczelności w łączeniach dają o sobie znać.
Dodatkowym problemem przez lata były kwestie formalne i spory na linii kolej – wykonawca. Choć regularnie prowadzone są prace naprawcze i uszczelniające, kolejne sezony burzowe bezlitośnie weryfikują ich skuteczność. Woda zawsze znajdzie najmniejszą szczelinę.
Dworzec widmo czy basen narodowy?
Przeciekający dach Łodzi Fabrycznej to nie tylko problem estetyczny i wizerunkowy, ale przede wszystkim logistyczny i bezpieczeństwa. Śliska nawierzchnia na płytach granitowych, którymi wyłożony jest dworzec, to gotowy przepis na wypadek. Służby sprzątające dwoją się i troją, rozstawiając żółte pachołki i wiadra, ale to rozwiązanie rodem z minionej epoki, a nie z XXI wieku.
Łódź Fabryczna, mająca docelowo obsługiwać ruch tunelu średnicowego i stać się kluczowym węzłem przesiadkowym w Polsce, zasługuje na infrastrukturę wolną od takich wad. Dopóki problem nie zostanie rozwiązany systemowo i permanentnie, każdy komunikat meteo o nadchodzących opadach będzie budził niepokój – zarówno u pasażerów, jak i u zarządców tego wielkiego, podziemnego obiektu.
Komentarze
Nie ma obecnie komentarzy
Napisz komentarz
Comment preview